4 In Japonia/ Podróże

24 godziny w Tokio

Gdybym tego posta zatytułowała tak jak planowałam zanim pojechałam do Japonii czyli „Przewodnik po Tokio” a nawet „Szybki przewodnik po Tokio” to byłoby to niestety lekką przesadą. Życie zweryfikowało, że Tokio nie da się zwiedzić w 24 godziny. A już na pewno nie kiedy jest się załogą samolotu i poza zwiedzaniem trzeba jeszcze potem nadawać się do pracy.

Będzie więc szybka relacja foto, mała zajawka do zwiedzania Japonii, którą niebawem jednak wypadałoby odwiedzić jako pasażer a nie załoga samolotu. Ale za to podszkoliłam swoje umiejętności w edycji zdjęć w Lightroom’ie i z dumą dzielę się z Wami efektami. Dzisiejszy post zamiast do czytania będzie do oglądania. Mam nadzieję, że się spodoba.

Jet lag

Zaczynamy tradycyjnie od Jet lagu i nieprzespanej nocy. Ale myślę, że na to jesteście gotowi. Nie mogąc spać obejrzałam sobie dla przypomnienia „Między słowami”, gdzie bohaterowie zmagali się z podobnym problemem jakim jest bezsenność w Tokio. Mieli wprawdzie bardziej szalone pomysły jak zaradzić temu problemowi niż ja, no ale nic. Impreza w Tokio, bary karaoke i tym podobne atrakcje jeszcze przede mną. Wracając jednak do filmów, których akcja się dzieje się w Tokio, to uświadomiłam sobie, że nie znajdziecie żadnej niejapońskiej produkcji, w której nie będzie pokazane największe skrzyżowanie świata. Nawet jeśli nie wiecie, że to właśnie to skrzyżowanie to na pewno ten kadr, który widzicie poniżej, jest Wam dobrze znany.

Shibuya

No więc gdzie indziej mam zacząć jak nie tu? Jesteśmy w dzielnicy Shibuya- czyli centrum Tokio i to właśnie tutaj- po wyjściu ze stacji kolejowej wchodzi się na skrzyżowanie, które przemierza się na zielonym świetle w towarzystwie około 2500 ludzi. Skrzyżowanie jest niesamowite nie tylko dlatego, że naraz przez pasy przemieszcza się tyle ludu, ale też dlatego, że wszyscy robią to jednocześnie we wszystkich kierunkach. Kiedy zapala się zielone światło dla pieszych to po prostu ze wszystkich stron wszyscy uderzają na ulicę. W lewo, w prawo i po skosie. Wprawdzie zebra jest narysowana tylko na jednym skosie ale przecież obowiązuje dowolność bo samochody i tak w tym czasie stoją.

Dlatego też największe wrażenie robi obserwowanie tej sceny w ruchu. I ten ruch jest uwieczniony nie tylko w każdej hollywoodzkiej produkcji ale też w aparacie lub telefonie każdego turysty. Jeszcze większe wrażenie robi gdy nagra się ten ruch poklatkowo i można obserwować to wszystko w przyspieszonym tempie. I tu odsyłam Was na Instagram (klik!) gdzie możecie zobaczyć to szaleństwo. Natomiast będąc w Tokio polecam udać się do głównego punktu obserwacyjnego, czyli do Starbucks’a, mieszczącego się na pierwszym piętrze jednego z budynków przy skrzyżowaniu. Na zdjęciu gwarantuję, że będzie wyglądało to imponująco…

…ale oto teraz odkrywam przed Wami kulisy tych filmików.Prawda jest taka, że w realu wygląda to tak jak poniżej: żeby uchwycić dobrą perspektywę trzeba się poświęcić stojąc w totalnie niewygodnej pozycji, między skośnymi słupami z rękami uniesionymi w powietrzu i trzęsącymi się z tej okazji jak w delirium. Do tego jest tam niemożebnie gorąco bo nie dość, że grzeją jak szaleni to jeszcze słońce świeci Wam po oczach. Tak, chciałam Wam tylko osłodzić, jeżeli za bardzo zapragnęliście zrobić sobie takie zdjęcie już teraz;)

Uff… jak dobrze się wydostać na ulicę. Próba przejścia przez skrzyżowanie zakończyła się pomyślnie- wpadłam może na góra trzy osoby:P Przygotujcie się na to, że wiele osób tylko udaje, że przechodzi przez ulicę a tak naprawdę robi sobie sesję na Instagrama pod tytułem „że niby idę”. W tym ja!

No dobra, to podsumowując- całe to skrzyżowanie lepiej wygląda na filmach niż w rzeczywistości. Chociaż pewnie w nocy, ze światłami robiłoby lepsze wrażenie ale mi nie dane było doczekać do zachodu słońca. No ale przez ten ciekawy ruch jest to miejsce które warto zobaczyć na własne oczy.

Pomnik wiernego przyjaciela

Teraz Wam opowiem wzruszającą historię, która wydarzyła się naprawdę. W latach 20′ zeszłego stulecia, w Tokio, żył sobie psina o imieniu Hachiko i jego pan- wykładowca Uniwersytetu Tokijskiego. Hachiko codziennie odprowadzał go na stację kolejową Shibuya i przez cały dzień czekał tam na jego powrót z pracy. Któregoś dnia, podczas zajęć, wykładowca dostał zawału serca i niestety zmarł. Ale na tym historia się nie kończy. Teraz pewnie zrobicie wielkie „Oooooo” ze wzruszenia, bo Hachiko czekał na niego na stacji przez uwaga… kolejne 10 lat!!!!!!!

Zostało to udokumentowane przez władze miasta, a historia poruszyła serca chyba wszystkich, bo właśnie dla uczczenia wiernej przyjaźni Hachiko doczekał się w centrum jednej z największych metropolii świata swojego pomnika. Dla mieszkańców Tokio to taka kolumna Zygmunta- czyli ulubione miejsce spotkań. Jeśli interesuje Was ta słodka opowieść to koniecznie zobaczcie „Mojego przyjaciela Hachiko” z Richardem Gerem.

A ja jeszcze tylko powiem, że nawet czekając do zrobienia sobie zdjęcia przy tym postumencie zadziwiłam się poukładaniem i zorganizowaniem Japończyków. Nie musiałam się pchać jak szalona i liczyć, że uda się jakimś cudem złapać ten moment w którym nikt nie wejdzie mi w kadr, tylko stanęłam grzecznie w kolejce. Sami to zresztą zobaczcie, bo takie rzeczy to tylko w Azji. Widziałam już wprawdzie kolejkę do metra w Singapurze ale nadal taki widok robi na mnie wrażenie.

Klimat Shibuy’i

Nie będę ściemniać, zresztą pisałam już o tym wcześniej, że ulice centrum miasta za dnia jakiegoś niesamowitego wrażenia na mnie nie zrobiły. Muszę to nadrobić w nocy i wtedy będę mogła porównywać. W świetle dnia budynki są szare a architektura raczej prosta. Taaak, rozmawiacie z fanką europejskiej architektury więc co mogę poradzić?

Ma to wszystko jednak na pewno jakiś swój urok- ta masa przewijających się ludzi się we wszystkich kierunkach, z białymi maseczkami na twarzach chroniącymi przed zarazkami, albo indywidualistów z przedziwnych strojach, o wymyślnych fryzurach i kolorach włosów, pragnących się wyróżnić w tumie. Pomiędzy nimi turyści z aparatami w rękach, a to wszystko okraszone zapachem oleju sezamowego, wydobywającym się z każdej jadłodajni.

Ja jednak zupełnie gdzie indziej poczułam klimat Tokio, taki jak sobie to wcześniej wyobrażałam, i o tym dalej.

Świątynia Senso-ji

A było to w dzielnicy Asakusa, gdzie się teraz przetransportowujemy. Głównym celem w Asakusie jest buddyjska świątynia Senso-ji, która wprawdzie jest najstarszą Japońską świątynią, pochodzącą z VII wieku, ale odnawianą non stop, więc nie dostrzeżecie tego, że jest stara jeżeli ktoś Wam o tym nie powie. Odwiedza ją ponad 80 tysięcy turystów dziennie, więc raczej tu nie pomedytujecie i nie zaznacie spokoju umysłu jak to w buddyjskich świątyniach. Ale za to zrobicie masę zdjęć z mistrzami drugiego planu.

Czy tylko ja na zdjęciu powyżej widzę podobieństwo dachu do logo Pizzy Hut?

Japońskie wróżby

Jeśli poświęcicie 100 jenów, czyli aż całe trzy pięćdzieśiąt, to możecie wylosować sobie wróżbę. Moja wróżba dodała mi nadziei- sukces na pełnej linii we wszystkich dziedzinach życia;) Ale, żeby nie było zbyt kolorowo, to można trafić i na złą przepowiednię. Jest jednak na to rada. Po drugiej stronie świątyni jest specjalny wieszak na złe wróżby- które się tam zostawia na zawsze i wychodzi z czystą kartą. Nie ma się więc czego bać.

Asakusa

Zależnie od której strony będziecie dochodzić do świątyni, miniecie albo piękne uliczki Asakusy, w japońskim stylu, który bardzo różni się od nowoczesnej centralnej części miasta…

…albo całkiem spory bazar z pamiątkami, rzeczami lepszej jakości i pospolitym badziewiem. Mydło i powidło.

Dla mnie główną atrakcją były plastikowe samurajskie katany. Jak zresztą widać.

W jednym ze sklepów znalazłam japońskie wersje żubranka.

Plastikowe jedzenie

Teraz muszę powiedzieć parę słów o jedzeniu. Sposób prezentacji jedzenia w Japonii zasługuje na szczególną uwagę. Praktycznie przed każdą restauracją, w całej Japonii, bo zaobserwowałam to wcześniej też w Osace i Kioto, stoi gablota a w niej wystawa wszystkich dostępnych dań w wersji plastikowej. I to jeszcze polakierowanej, żeby się bardziej błyszczało i wolało do nas z daleka. I mimo, że od czasu do czasu z restauracji wydobywa się nawet przyjemny zapach, o ile nie jest to zapach oleju sezamowego wydobywający się jednak z 80% miejsc, to i tak odechciewa się jeść na sam widok.

Piwo, także plastikowe na wypadek jakby ktoś nie wiedział jak wygląda piwo, bo przecież może się to zdarzyć.

Lodom jednak nigdy nie odmówię- i mimo, że tutaj najpopularniejsze są te o smaku zielonej herbaty matcha, to ja jednak pozostaję tradycjonalistką. W ogóle wszystko jest tu o smaku matchy.

Co do kuchni azjatyckiej to nie jestem jej szczególną fanką. Każdy wyjazd do Azji, o ile nie jest to Tajlandia, to męka dla moich kubków smakowych, czasem i dla żołądka. Tu wychodzi, że jestem mało otwarta na nowe doznania. Może kiedyś to się zmieni bo podobno smak zmienia się co 7 lat😜 Inna sprawa to sushi.. ale nad tym nie trzeba się specjalnie rozwodzić.

Drzewo, kufel piwa i złota kupa…

Czyli słynne punkty na horyzoncie miasta. Najwyższa wieża od lewej to budynek o nazwie Tokyo SkyTree, następnie Asahi Beer Hall a najniżej Złota Kupa. I już poniżej tłumaczę co architekt miał na myśli.

Tokyo SkyTree

Wieża Tokyo SkyTree. Nie wiem kto wymyślił tę nazwę, bo drzewa to ta wieża nie przypomina z żadnej strony, co najwyżej goły pień. No ale nic. Budowla dość świeża ale już się wpisała w krajobraz Tokio, tak jak Burdż Khalifa w krajobraz Dubaju. Wysokość 634 metry. Mimo, że jest 200 metrów niższa od Burdża to i tak jest drugą najwyższą budowlą na świecie.

I tu was jeszcze zaskoczę ciekawostką- kiedyś najwyższa budowla świata znajdowała się w Polsce. Był to maszt radiowy w Konstantynowie, wybudowany w 1974. Dobra, wiem, maszt to maszt- mniej skomplikowana konstrukcja, ale jednak rekord był! No a że właśnie zbyt skomplikowana konstrukcja to nie była, to maszt i tak się zawalił w 1991 podczas prac renowacyjnych.

Główna siedziba firmy Asahi

Na tym koniec dygresji i wracam do opisu tego co jeszcze widzicie na zdjęciu. Następne dwa budynki składają się na główną siedzibę firmy Asahi, czyli producenta piwa i napojów. Pierwszy, o nazwie Asahi Beer Hall, ma kształtem przypominać kufel piwa z pianką na górze. No i powiedzmy, że to im się udało, a że budynek powstał w 1989 roku to można usprawiedliwić fakt, że wygląda jak w pikselach;P Jakiś taki mało opływowy, nie wydaje Wam się?

Złota kupa

Najbardziej po prawej błyszczy się zwieńczenie kolejnego budynku.. w kształcie złotej kupy. Autor wprawdzie nie do końca to miał na myśli. Miał to być płomień symbolizujący pasję browarników. No ale wyszło jak wyszło… mieszkańcom bardziej przypominało to coś innego i tak już w mowie potocznej pozostało. Mi przypomina trochę zdeformowany plemnik w locie, ale już mniejsza z tym… lepiej zostawmy ten temat.

Poza tym w Japonii kupa, a szczególnie złota, jest symbolem szczęścia. Dlaczego? Tego nikt nie wie, ale jedna z wersji mówi, że po japońsku słowo szczęście wymawia się podobnie do słowa kupa, wiec z takiej oto gierki słownej, kupa stała się symbolem szczęścia. Jak wiecie Japończycy lubią wszelkiego rodzaju gierki, wprawdzie bardziej te elektroniczne, ale kiedyś musieli się zadowalać słownymi. Poza tym, w Japonii każdy przedmiot zamieszkują jakieś duchy odpowiedzialne za różne aspekty życia i akurat kupie trafił się duch przynoszący szczęście. Tak,  naprawdę, nie oszukuję Was! Co kraj to obyczaj.

Nawet twórca emotikonek, który był oczywiście Japończykiem, nie zapomniał o kupie. W Japonii to jedna z najczęściej używanych emotek💩 No ale co… w końcu „kupa to życie… mnie oszukasz, przyjaciela oszukasz, mamusię oszukasz, ale życia nie oszukasz”

No dobra, dziś było trochę na wariata. To może Wam mniej więcej zobrazować jak wygląda szalone podróżowanie jako załoga, gdzie nie ma się nie tylko planu i czasu ale też często sił, energii i zdolności organizacyjnych. Tu coś zobaczymy, tu coś szybko zjemy, tu usłyszymy jakąś ciekawą historię, tu zaobserwujemy ciekawą scenę i takie wspomnienia wrzucone do jednego wielkiego wora przywozimy do domu. Znacie jakieś ciekawe miejsca, które polecacie na następny raz w Tokio?

You Might Also Like

4 komentarze

  • Reply
    Magda z Trabaya
    Luty 27, 2019 at 12:59 pm

    Zazdroszczę wyjazdu 🙂 Pięknie wygląda Tokyo! Cudne miejsca i bardzo ciekawe jest jak bardzo zmieszana została nowoczesność z tradycyjna architekturą.

    • Reply
      fulltimeholiday
      Luty 27, 2019 at 5:23 pm

      Dziękuję;) To prawda, że tu wszystko jest zmieszane- np nagle w centrum miasta, miedzy wieżowcami, pojawia się świątynia z charakterystyczna bramą, a jak się wejdzie do środka to się okazuje, że to cmentarz! Gdyby pobyć tam trochę dłużej to można by napisać artykuł, który chyba by się nie kończył;)

  • Reply
    Globtroterek
    Luty 28, 2019 at 5:11 am

    Fajna wycieczka i fajne zdjęcia 🙂 Sami będziemy musieli się kiedyś wybrać do Tokyo. Niesamowite miejsce 🙂

    • Reply
      fulltimeholiday
      Luty 28, 2019 at 1:31 pm

      Dziękuje! Koniecznie musicie się tam wybrać!;) to chyba jeden z najbardziej niesamowitych krajów jakie odwiedziłam!

    Leave a Reply