USA

Szczęśliwego Nowego Jorku

9 lutego 2018

Nowy Jork bez wątpienia należy do moich ulubionych miejsc na ziemi. Tutaj o każdej porze roku, dnia, nocy i przy każdej temperaturze znajdzie się tu coś do roboty. Jak wiecie siedzenie w miejscu mi nie służy dlatego to miasto jest dla mnie idealne. Przypadło mi spędzić tu pierwsze kilka dni Nowego Roku. A dlaczego aż kilka skoro nasze layovery trwają zazwyczaj dzień, góra dwa? A to dlatego, że nas zasypało śniegiem. Nie tylko nas zresztą, bo całe wschodnie wybrzeże Stanów nawiedziły śnieżyce, które najwyraźniej zaskoczyły amerykańskich drogowców. Tak wiec lotnisko Kennedy’ego nie działało przez dwa dni i cała masa pasażerów była uziemiona. A wraz z pasażerami uziemiony był także i personel pokładowy. O my nieszczęśnicy!

Cały ten Nowy Jork był przypadkiem od samego początku bo o tym, że lecę akurat tam dowiedziałam się 4 godziny przed wylotem. Grudzień i początek stycznia to była moja tzw “rezerwa”. Nie miałam wiec grafiku przez cały miesiąc i loty były mi przydzielane za każdym razem w ostatniej chwili. Jak ktoś inny np zachorował, zaspał, zapił albo zapomniał, że leci. No wiec jak czuje się człowiek, który nie spał cały dzień a o godzinie 21 informują go ze za 4 godziny musi odbyć 14 godzinny lot do USA? Hmmm… powiem Wam, że tego dnia sama siebie nie poznałam bo zamiast skakać ze szczęścia, co w normalnych warunkach na hasło JFK by sie zapewne wydarzyło, miałam prawie łzy w oczach. Kiedy człowiek jest przemęczony to różne dziwne rzeczy się z nim dzieją:) Na nic się zdały moje szlochy do słuchawki, żeby Pan z działu planowania lotów przydzielił mi jakąś krótszą trasę. Jak brakuje załogi to nawet święty nie pomoże. Tak wiec, chcąc nie chcąc, poleciałam…

Na pokładzie przywitała mnie super załoga wiec od razu humor mi się troszeczkę poprawił. Co jak co, ale fajny zespół to połowa sukcesu na każdym locie. Z fajnymi ludźmi da się przeżyć nawet najbardziej niefajnych pasażerów;)

Tak wiec jeszcze niczego nieświadoma, postanowiłam, że nie bede się przemęczać za nadto na tym i tak krótkim layoverze i zrelaksuję się jeżdżąc na łyżwach po Central Parku.

Łyżwy

Miejsc na łyżwy w Nowym Jorku jest w brud. W okresie zimowym na Manhattanie prawie na każdym rogu jest jakieś lodowisko- w samej tylko okolicy naszego hotelu miałyśmy do wyboru – Central Park, Rockefeller Plaza, Briant Park. I pewnie jeszcze kilka innych o których nawet nie wiem.
Padło na Central Park. Wyboru dokonałysmy, nie będę ukrywać, ze względu na wielkość;) Rozmiar naprawdę ma znaczenie jeśli chcecie także pojeździć, a nie tylko popozować do zdjeć na Insta (co oczywiscie też jest ważną sprawą;) Za 25 dolarów (razem z wypożyczeniem łyżew) czekała nas cała masa radości. Taka mała rada ode mnie, niezwykle cenna😜- nie kupujcie tam gorącej czekolady bo to mleko z cukrem zabarwione na brązowo. Fuuuj… dlaczego Amerykanie do wszystkiego dodają tony cukru?!? Zabawa była tak świetna, aż mi całe zmęczenie przeszło- bo zapomniałam Wam dodać, że po tym całym 14 godzinnym locie i nieprzespanym poprzednim dniu wylądowaliśmy o godzinie 8 rano czasu wschodnioamerykańskiego. Musiałam więc bez snu przeżyć jeszcze cały kolejny dzień. To był chyba rekord niespania w mojej karierze.

Rockefeller Plaza za dnia i nocą

Ale jednak zdecydowanie warto odmrozić sobie tyłek i zmęczonym lecieć 14 godzin z Dubaju, po to aby zobaczyć udekorowany świątecznie Nowy Jork. Atmosfera tego miasta w okresie bożonarodzeniowym absolutnie nie równa się z niczym. Jest jak w filmach i nawet z głośników gdzieniegdzie przygrywa do taktu muzyka świąteczna. Amerykanie wiedzą jak wprowadzić w świąteczną atmosferę. A może w trans zakupów świątecznych? No nieważne, jaki by nie był tego cel myślę, że w 100% osiągnięty;) Po mistrzowsku!
Rockefeller Plaza ze słynna choinką to oczywiscie miejsce sztandarowe. Ja od razu widzę tam Kevina;) Jest i lodowisko, ale wielkości połowy tego z Central Parku wiec zdecydowanie polecam jednak to pierwsze.

Wieczorem świetlne show z muzyką. Żałuję, że nie potrafię wrzucić tutaj wideo bo idealnie zobrazowałoby to Wam panującą tam atmosferę. Popracuję nad tym;) Ale na pewno było to w mojej insta story więc kierujcie się na mojego Instagrama.

Briant ParkNie wiem jak to się stało, że będąc w Nowym Jorku po raz 5, dopiero teraz odwiedziłam to urokliwe miejsce i to mówiąc szczerze troch przypadkiem. Może słowo “Park” jest zbyt duże bo to raczej skwerek ale i tak warty zatrzymania się tu na chwilę. Takie miejsca są na wagę złota w miejskiej dżungli. Latem zapewne jest przyjemniej wypić tutaj kawę czy zjeść lunch niż stać zimą i odmrażać sobie wszystkie członki. Niemniej jednak przechodząc przyjemnie jest nawet przejść się w kółko podziwiając bożonarodzeniową scenerię.

Kiedy zamienicie się już całkowicie w człowieka z lodu i przestaniecie czuć własne palce u rąk i nóg to znaczy, że czas najwyższy wejść do środka i przywrócić krążenie w żyłach. W tym mieście się nie zawiedziecie bo jest tu tak samo wiele atrakcji pod dachem co na zewnątrz. Przygotujcie się, bo w  kolejnym wpisie, zabieram Was na krótką wycieczkę po Nowojorskich Muzeach.