Emirates

Rok w chmurach

25 kwietnia 2017

IMG_8474Po pół roku powracam! Mieć wakacje na pełen etat to nie taka prosta sprawa i człowiek nie ma nawet czasu nic napisać na blogu;)

Niepostrzeżenie mija rok od kiedy jestem w Emiratach, to równo 12 miesięcy temu wsiadłam na pokład lotu EK180 Warszawa-Dubaj i poleciałam w nieznane, nie za bardzo wiedząc co mnie czeka.

Reaktywację bloga zacznę więc od małego podsumowania roku spędzonego w chmurach. Będzie w liczbach, bo w tym się specjalizowałam poprzednie 7 lat, ale to tylko z sentymentu, bo jedna z rzeczy, którą sobie uświadomiłam przez ten rok jest taka, że znalazłam pracę którą kocham. Właściwie to można powiedzieć, że wcale nie pracuję, tylko co miesiąc odbieram pensję za to co zawsze chciałam robić, czyli podróżować. Ale poza podróżami odkryłam też nową pasję jaką jest samo latanie.

Choć zawsze czułam się wspaniale na lotniskach, całe życie marzyłam o wejściu do kokpitu, panowie piloci w swoich mundurach przyprawiali mnie o mały dreszczyk emocji, a stewardessy wzbudzały podziw i małą zazdrość, tę pozytywną oczywiście, to dopiero teraz zrozumiałam, że po prostu od zawsze byłam stworzona do latania na pełen etat, a nie tylko sporadycznie jako pasażerka;)

Wciągnęło mnie na tyle, że jak za długo jestem na ziemi to zaczynam odczuwać lekki dyskomfort i mam ochotę znów wskoczyć na pokład. Świat zrobił się naprawdę mały i żadna odległość mnie już nie odstrasza. No cóż… w końcu w przeciągu ostatniego roku okrążyłam ziemię 17 razy, a moja najdłuższa przeprawa z punktu A do B trwała 30 godzin (Osaka-Dubaj-Praga-Wrocław;). W ciągu tygodnia mogę być na 4 kontynentach i to, zamiast mnie męczyć, tylko dodaje mi energii.

Kiedyś patrząc w niebo, gdy widziałam przelatujące samoloty, zawsze kojarzyło mi się to z wolnością. Teraz parząc w niebo myślę o cabin crew na swoich jumpseat’ach, które cieszy się ostatnimi chwilami spokoju, zanim nie zostanie wyłączony znak zapięcia pasów i trzeba będzie przygotować serwis;) Ale powiem Wam, że w sumie, to wolę na pokładzie pracować niż siedzieć wciśnięta w fotel. Nie dość, że lot mija szybciej to jeszcze krew krąży mi w żyłach i tyłek się nie odgniata;)

No to teraz obiecane liczby:

Zrzut ekranu 2017-04-17 13.51.30Po 10 miesiącach latania mam na koncie prawie 660 tysięcy kilometrów, to tak jakbym obleciała ziemię 16 razy!!! Łącznie bez przerwy spędziłam w powietrzu 37 dni czyli ponad 5 tygodni.

Najdłuższy lot: Auckland-Dubaj 17 godzin
Najkrótszy lot: Dubaj-Doha 45 minut

Kontynenty: xx
Kraje: xx
Miasta: 143

Łącznie lotów: 149

Jako załoga: 134
Jako pasażer: 15

Boeing 777: 110 – It’s not Boeing- I’m not going;p
Airbus 380: 37

Najczęściej w powietrzu: czwartki – 29 razy
Najrzadziej w powietrzu: w soboty i niedziele – po 17 razy

Najdłużej poza bazą: 7 dni- Australijski multisektor czyli podróż Dubaj-Brisbane-Auckland-Sydney-Bangkok-Dubaj.

Obecnie jestem w Auckland, również w trakcie takiego multisektora, tyle, że w drugą stronę- zaczęłam w Bangkoku, a jutro lecę do Brisbane.

Nieplanowane przyjemności: lot jako pasażer w biznes klasie z Paryża do Dubaju na pokładzie Airbusa A380, czyli w najlepszej klasie biznes na świecie. Nie powiem: przeżycie bezcenne i nawet nie musiałam za nie płacić kartą MasterCard;) Czasem tak się zdarza: “operational reasons”😉

Nieplanowane nieprzyjemności: spędzenie na pokładzie pełnym pasażerów łącznie 20 godzin, po tym jak jeden z naszych samolotów miał awaryjne lądowanie na lotnisku w Dubaju. Zostaliśmy przekierowani do lądowania na inne lotnisko, gdzie jednak nie mogliśmy wypuścić pasażerów i tak sobie tam siedzieliśmy wszyscy na kupie, ledwo żywi i wybitnie z tego faktu zadowoleni. Po tylu godzinach w samolocie powinniśmy być już co najmniej na Hawajach;)

Tak to wygląda życie personelu pokładowego. Czasem ze zmęczenia nie wiem jak się nazywam, ale i tak nie zamieniłabym tego na pracę w biurze;)