Wietnam

Good morning Vietnam

25 sierpnia 2016

imageJestem pierwszy raz w Wietnamie i zanim zacznę to muszę Wam powiedzieć jakie mam niebywałe szczęście, że w ogóle tu trafiłam. Emirates otworzyło połączenie z Hanoi dokładnie 3 sierpnia a ja poleciałam tam już 11, czyli jako 9 ekipa. Dostać lot do Hanoi to jak dostać Rio- każdy się o to zabija, bo nikt tam jeszcze nie był:)

Jako wybraniec losu powiem Wam jak miło spędziłam dzień w stolicy Wietnamu i ile fajnych rzeczy można zobaczyć.

imageJak to bywa z większością naszych lotów do Azji i tym razem był to lot nocny więc po przylocie przesunęliśmy zegarki do przodu i można było bez większych wyrzutów sumienia położyć się spać. Wcześniej poszłam na małą kolację, ale nie powiem, żeby mnie zwaliła z nóg, więc nie będę się rozpisywać na ten temat. Z kuchni azjatyckiej, póki co, kocham tylko Tajlandię.

No to zaczynamy!

Mauzoleum Ho Chi Minha

image

Otwarte codziennie, ale główną „atrakcję”, czyli zabalsamowane ciało przywódcy komunistycznego Wietnamu, wujka Ho, jak tu się o nim mówi, można oglądać od 9:00 do 12:00 w każdy dzień tygodnia z wyjątkiem piątku! Nietrudno zgadnąć jaki dzień akurat był?;) Dotarłam wcześnie rano ale na niewiele się to zdało. Wniosek- kto rano wstaje temu pan bóg nie zawsze daje:p

imageMuzeum samo w sobie, jak to muzeum. Wiecie o czym mówię – poszłam tam tylko po to żeby zobaczyć Ho Chi Minha i gdyby nie to, to w ogóle bym tam nie zawędrowała, bo nie jestem fanką muzeów, chyba, że jest w nich coś wybitnie ciekawego. Ale tak, żeby chodzić i oglądać powywieszane na ścianie stare dokumenty to ja mogę sobie w szufladzie posprzątać:p

Pagoda na jednej nodze

image Moja ignorancja wyszła właśnie na jaw więc muszę się jakoś zrehabilitować. Dwa kroki od Malzoleum mamy tysiącletnią buddyjską pagodę. Też nie byłoby w niej nic nadzwyczajnego, poza faktem ze ma 1000 lat!!! Wow, jak to się jeszcze trzyma cholerstwo?

imageNo i dobra, fotka i lecimy dalej.

Taksówki

Poprosiliśmy pana taksówkarza, żeby nas tutaj dowiózł, żeby nie tracić czasu idąc na piechotę. Btw. “my” to tym razem ja i piloci, bo większość ludzi dopadł leń i spali zamiast wyjść. Ja śpię w Dubaju, ale na layoverach szkoda mi na to czasu, więc zadowalam się niezbędnym minimum. Za to potem… mhmmm… odbijam sobie należycie…;) No, ale zejdźmy na ziemie… nie spać, zwiedzać moi państwo.

imagePan taksówkarz obwiózł nas chyba trochę naokoło, bo odległość na mapie była niewielka, a zapłaciliśmy tyle samo co rano za trasę z hotelu, który jest na obrzeżach miasta. No ale nic. Ważne, że jesteśmy na miejscu.

Jednak na przyszłość, o czym dowiedziałam się później, jeżeli nie chcecie mieć problemu z za szybko nabijanymi kilometrami to korzystajcie w tych korporacji: Van Mieu, CP Taxi lub HN Taxi.

Old quarter

imageW azjatyckim Hanoi jest bardzo europejsko. W XVII wieku przyjechali Holendrzy i postanowili się zadomowić. Nie powinno to dziwić bo w końcu kolonie w tych rejonach w czasach wielkich wypraw handlowych to standard.

image Potem w XIX wieku miasto zdobyli Francuzi. Więc odbiło się to na architekturze. Głównie w sumie Ci ostatni sporo wnieśli, niszcząc przy tym niestety to, co wietnamskie.

imageZ jednej strony dzięki temu możemy pospacerować po takich ładnych ulicach, ale z drugiej nie wiadomo jak wyglądało by miasto gdyby zostało w nim więcej azjatyckiej duszy. Ale oczywiście nadal czuć, że jesteśmy w Azji a nie w Europie, a to przede wszystkim dzięki bałaganowi na ulicach oraz sposobie ruchu ulicznego;)

Przechodzenie przez jezdnię

imageCzy ja gdzieś nie wspominałam przypadkiem, że przechodzenie przez jezdnię w Tajlandii jest jak gra w rosyjską ruletkę? No to cofam te słowa. W Hanoi przejście przez ulicę to dopiero jest igranie z życiem. Bangkok to mały pikuś. Nabyłam jednak umiejętność przechodzenia przez ulicę w Wietnamie i jestem z tego niebywale dumna. Trzeba dziarsko wkroczyć pod nadjeżdżające samochody i skutery, których swoją drogą jest od groma, i czekać aż się zatrzymają albo Cię wyminą. Wbrew pozorom działa, bo nadal żyję i zdaję Wam relację. Zresztą spójrzcie na obrazek powyżej. Pan sobie najspokojniej w świecie przechodzi przez wielkie rondo bez żadnych pasów, zielonych świateł ani innych takich “wynalazków”;p

imageA musiałam sobie w pewnym momencie radzić sama bo w połowie dnia moi kompani musieli wracać do hotelu spać. A ja nie chciałam wcale wracać z nimi bo wolałam zostać w mieście i jeszcze coś zobaczyć. Bądź co bądź moja praca jest nieco mniej odpowiedzialna niż ich, więc jeśli nawet będę tak wykończona, że zamiast kurczaka podam rybę, to nie stanie się nikomu krzywda. No może co najwyżej mi, jeśli jakiś rozwścieczony pasażer poskarży się na moją niekompetencje;)

imageWracając do ulic, z których co druga to ulica jakiegoś Nguyena, to prosto ze starej dzielnicy podążamy nimi nad jezioro, które znajduje się w historycznym centrum miasta.

Jezioro Oddanego Miecza 

imageNie wiem jak to przetłumaczyć – Lake of the Returned Sword. Oddanego? Zwróconego? Jak tam wolicie;) Generalnie nazwa wiąże się z legendą o spotkaniu cesarza Le Loi, który pływając łodzią po jeziorze spotkał żółwia- mieszkańca tegoż jeziora. Żółw dał cesarzowi czarodziejski miecz, dzięki któremu wypędził on chińskich najeźdźców z Wietnamu. Jednak żółw nie była aż tak hojny i zażądał zwrotu miecza po całej akcji wypędzania chińczyków. Kiedy tylko cesarz oddał miecz, żółw schował go na dnie jeziora, na wypadek jakby znów kiedyś był potrzebny do obrony kraju. Taka więc tam legenda, ale żółwiowi składa się tutaj naprawdę najwyższe honory. W jeziorze zresztą naprawdę żyje wielki żółw- kawał skurczybyka, i w dodatku ma chyba ze sto lat. Ale podobno nie wyłania się za często więc trzeba się zadowolić tym w gablocie, w świątyni położonej na wyspie pośrodku jeziora- zwanej Nefrytową Wyspą albo po prostu wyspą żółwia. Bardzo przyjemne miejsce. Z oddali wygląda tak, jak powyżej. A z bliska tak:

imageA jeszcze ja oczywiście:

image image imageimagePo spacerze wokół jeziora, nie mogłam sobie podarować kawy w Kalina Cafe, oczywiście wybór ze względu na nazwę, od imienia mojej przyjaciółki, ale nie zawiodłam się i z czystym sumieniem polecam.

imageMają tam też zajebiste naleśniki;D

Katedra świętego Józefa

imageKawałek dalej spacerkiem i przenosimy się do Paryża a oczom naszym ukazuje się Katedra Notre Dame. Jest to pozostałość po Francuzach, którzy, jak mówiłam wcześniej, zadomowili się w Hanoi na trochę pod koniec XIX wieku i wtedy też postawili ten właśnie kościół świętego Józefa. Jest to najstarszy kościół katolicki w mieście a wybudowali go skubańcy w dwa lata i w prawie niezmienionej postaci trzyma się do dziś.

Świątynia Literatury

image Przeskakujemy teraz do konfucjańskiej świątyni, która jest nazwana świątynią Literatury gdyż, 10 wieków temu, była siedzibą pierwszego uniwersytetu w Wietnamie, a w zasadzie szkoły kształcącej urzędników państwowych.

image imageJest zbudowana na planie prostokąta i jest idealnie symetryczna, więc osoby lubiące porządek i harmonię będą się tutaj czuły jak u siebie;) Bardzo azjatyckie miejsce.

imageimageimageimageNo i to by było na tyle. Dużo biegania jak na jeden dzień. Dodam jeszcze, że Wietnam jest niewiarygodnie tani, więc jak ktoś ma ochotę na tanie wakacje daleko od domu to tutaj warto;)