Emirates

Wkraczam do akcji

26 czerwca 2016

imagePierwszy lot zaliczony! Mam z niego niestety tylko to jedno durnowate zdjęcie, bo nie bardzo mogłam wyjąć telefonu podczas lotu, a poza tym byłam tak zaaferowana, że szczerze mówiąc trochę zapomniałam o robieniu zdjęć. Tak więc opiszę słowami moje wrażenia, a jutro postaram się uchwycić coś więcej  i dorzucę fotki.

Gęba mi się cieszy jak nie wiem co, ale szczerze mówiąc nie sądziłam, że to będzie taka ciężka praca;) Chociaż może nie praca sama w sobie, a połączenie całodniowego zwiedzania z całonocną pracą na pokładzie i totalnym brakiem snu i odpoczynku pomiędzy. Kiedy o 7 rano wylądowaliśmy z powrotem w Dubaju czułam się jak zombie, a mój poziom zmęczenia sięgnął zenitu. No ale przecież nie po to chciałam zostać stewardessą, żeby spać w hotelach. Tak więc wyzwanie podjęte;D

Mam wrażenie jakbym przez ostatnie trzy dni żyła w innej rzeczywistości. Nie miałam nawet czasu zdać relacji. Przed lotem przygotowywałam się dwa dni i nawet nie wiedziałam co się wokół mnie dzieje. Do tego stopnia, że przegapiłam wiadomość, że Wielka Brytania opuszcza Unię, a po powrocie z Frankfurtu tylko donośne “Goooool, kurwaaaaaa”, na cały budynek w którym mieszkam, uświadomiło mi, że Polska gra z kimś mecz;) Po locie zresztą w ogóle straciłam poczucie czasu i nawet nie wiem jaki jest dziś dzień tygodnia. No ale nic… przyzwyczaję się do takiego trybu życia i będzie tylko lepiej;)

Nie wiem nawet od czego zacząć opowiadać, bo ilość wrażeń jak na jeden dzień trochę mnie przygniotła. Zacznę od początku.

Briefing

Przed każdym lotem cała załoga spotyka się w jednym pokoju, żeby się sobie przedstawić, usłyszeć informacje na temat lotu, poznać pilotów, pokazać supervisorom swoje dokumenty i… odpowiedzieć na pytanie z zasad bezpieczeństwa na pokładzie. I ta właśnie część mnie przeraża;) Trzeba być cały czas na bieżąco ze wszystkim a nauka z college’u to jak się okazuje nie jest to stara dobra metoda: zakuć, zaliczyć, zapomnieć…. Trzeba zakuć i zapamiętać po wsze czasy, bo co lot będzie trzeba odpowiedzieć na jakieś pytanie z tego zakresu. Poza tym trzeba czytać wszystkie aktualizacje, bo i w zasadach bezpieczeństwa pojawiają się różne zmiany i poprawki. Jednym słowem nauka to neverending story… A miało być tak pięknie;) A no i oczywiście jak się nie odpowie to zostanie to odnotowane, więc lepiej jednak wszystko wiedzieć. Nie ukrywam, że trochę to stresuje ale musiałam się tym podzielić, żebyście sobie nie myśleli… „Chicken or beef” to tylko część naszej pracy;p Wczoraj, jako tak zwany “supy”, jeszcze miałam taryfę ulgową i nie musiałam odpowiadać, ale już od lotu do Tajpej będę musiała być zawsze przygotowana.

Kokpit

Podczas pierwszego lotu każdy członek załogi ma przywilej startu i lądowania w kokpicie. Na to oczywiście najbardziej czekałam!!! Wrażenia są nieziemskie! Dosłownie. A szczególnie lądowanie. Mój poziom ekscytacji sięgnął zenitu;) Z perspektywy pilota zupełnie inaczej się to wszystko odczuwa niż siedząc w kabinie.

Kapitan wytłumaczył mi po kolei co do czego służy i która kontrolka co sygnalizuje. A potem po kolei mówił co uruchamia i za co dana rzecz odpowiada i jak działa. Oczywiście połowy nie zrozumiałam ale i tak oczy mi mało nie wyszły! W drodze powrotnej były małe turbulencje więc jestem w pełni usatysfakcjonowana! Liczyłam wprawdzie na większe emocje, typu jakiś sztorm ale co tam;)

Kontrola lotów

No i to słuchanie wieży kontrolnej. Wieża nadaje na raz komunikaty dla wszystkich, a piloci muszą uważnie słuchać i wychwytywać który komunikat jest skierowany do nich. Kiedyś jak słuchałam nagrań z wieży, miałam wrażenie, że albo jestem za głupia, albo coś jest nie tak z moim angielskim, albo w ogóle dwa w jednym, bo nie byłam w stanie nic z tego zrozumieć. Brzmiało to dla mnie jak jakiś jeden wielki skomplikowany szyfr, który są w stanie pojąć tylko najwybitniejsze jednostki. Ale ponieważ wszystko to są cyfry i alfabet lotniczy to cała komunikacja brzmi tak skomplikowanie. W rzeczywistości są to numery lotów i numery pasów na których samoloty mają się ustawiać. I nagle „Echo, kilo, zero four seven – november lima two” nabiera jakiegoś znaczenia;) Poza tym nie wszystko co słychać z wieży jest skierowane do jednego pilota więc nie ma tego aż tak dużo.

Lot

Kokpit kokpitem, ale trzeba wracać do kabiny trochę poobserwować na czym będzie polegała moja praca. Poza tym nie wypadało przeszkadzać bo kapitan jak przełączył się na autopilota powiedział, że teraz idą spać;)

Nie wiem jak będzie dalej ale pasażerowie niemieccy są wspaniali. Siedzą sobie spokojnie, nie marudzą, są grzeczni i w zasadzie jakby ich nie było;) Bardzo fajnie się w z nimi pracowało.

Praca dla Disneya okazała się dużym atutem bo mam o czym rozmawiać z dziećmi na pokładzie. Przecież gdyby nie Disney to w życiu bym nie wiedziała, że bajka którą oglądała mała, słodka dziewczynka to “Miles z przyszłości” a Zosia, o której zaczęła mi opowiadać jest księżniczką i nosi fioletową sukienkę;)

Załoga, mimo, że przed lotem nikt się nie zna, szybko nawiązuje relacje więc lot upływa w przyjemnej atmosferze. Nie ukrywam, że póki co nie czuję się jeszcze komfortowo bo nie wiem co robić i muszę co chwile prosić kogoś o pomoc. Ale liczę na to, że po kilku lotach będzie tylko lepiej;)

Tyle wrażeń z lotu. Teraz zabieram się za opisanie wrażeń z Frankfurtu. Do usłyszenia niebawem;)