Emirates

Final countdown

16 czerwca 2016

Równy tydzień do odlotu! Dziś skończyło się szkolenie. Oficjalna ceremoania za kilka dni ,ale już teraz czuję, że wszystko nabiera w końcu realnych kształtów. Za tydzień o tej porze będę już we Frankfurcie po moim pierwszym locie. Następnie 29 czerwca lecę zwiedzać Tajpej. W międzyczasie Pakistan- ale to się nie liczy, bo tam lecę w tę i z powrotem- czyli za wiele nie zobaczę. W czerwcu tylko trzy loty ze względu na to, że zaczynam pracę na tydzień przed końcem miesiąca. Kolejny grafik już 26!

Zanim zacznę zdawać relację z podróży to jeszcze wrócę na chwilę do szkolenia. Trzymajcie kciuki bo póki co, po zajęciach z serwisu, czujemy się jeszcze wszyscy jak dzieci we mgle. Najgorsze były pierwsze dwa dni kiedy odbywaliśmy „loty próbne” do Karaczi w Pakistanie i do Tokio. Loty próbne to zabawa z symulatorze i ćwiczenie gry aktorskiej. Najpierw połowa grupy wcielała się w rolę personelu pokładowego a druga połowa w rolę pasażerów, i odwrotnie.

Krzątaliśmy się po galley (kuchni samolotowej), obijaliśmy o siebie i robiliśmy coś, ale tak naprawdę to sami nie wiemy za dobrze co. A co najlepsze dostaliśmy z tego bardzo dobry feedback od naszych trenerów. Wychodzi na to, że to co pasażerowie widzą w kabinie nijak ma się do rzeczywistej atmosfery za kulisami. Kiedy wy spokojnie oglądacie sobie filmy popijając drinki, załoga pokładowa nie wie w co ręce włożyć;) Wmawiam sobie jednak, że to tylko na początku, a potem jak ogarnę temat to będzie łatwo i przyjemnie. Kolejne dni ćwiczeń, podczas których wykonaliśmy próbne loty Londynu i Nowego Jorku, były już nieco lepsze.

Nauczyliśmy się jak się zachowywać w różnych sytuacjach, jak sobie radzić z awanturnikami, z dziećmi, z deportowanym pasażerem, z osobą wymagającą opieki, VIPem, pijakiem, a nawet nowożeńcami;). Przypadki medyczne na pokładzie też nam już nie straszne. Przy okazji nabyliśmy parę innych przydatnych umiejętności, na przykład jak umiejętnie odmawiać nie wymawiając przy tym słowa „nie”;)

Tutaj ja w roli pani z bazaru z za dużym bagażem podręcznym;)

imageA tutaj moja grupa po akcji pod kryptonimem DXB-NRT (Dubaj-Tokio)

imageA teraz najfajniejsza część zajęć czyli jedzenie, bowiem tym razem nie były to ćwiczenia na sucho;) No dobra- trochę były, bo odmówili nam alkoholu nie wiedzieć dlaczego. Ale poza tym, przez bity tydzień, serwowaliśmy sobie codziennie na zmianę kurczaczka, łososia, jajeczniczkę, kanapeczki, pizzę, ciasta, czekoladki, soczki, herbatki i kawki. Tak jakby nie wystarczyło mi to, że po dwóch miesiącach w Dubaju ważę o 2 kilo więcej. Jeśli dalej to będzie postępować w takim tempie to nie wróżę sobie świetlanej przyszłości za rok…

No ale dobra… wiara czyni cuda więc wyobrażam sobie, że nadal mam płaski brzuch.

Po drodze nauczyliśmy się sztuki obezwładniania niegrzecznych pasażerów, zasad postępowania w przypadku porwania samolotu oraz tego jak pięknie wyglądać;) Same przydatne umiejętności.

Sztukę odpicowywania się opanowywaliśmy podczas zajęć o nazwie„Image & Uniform”. Pan, który miał duże poczucie misji, uczył naszych kolegów poszczególnych kroków mycia twarzy a następnie szczegółowo ich z tego przepytał. Dzielnie odpowiadali czym różni się mleczko do demakijażu od toniku oraz którymi palcami należy wklepywać krem pod oczy! A nastepnie czekała ich taka sama lekcja z makijażu. Widok facetów próbujących z przekonaniem mówić o różnicy miedzy cieniem do powiek a różem jest najprawdę bezcenny.  Nasi koledzy z grupy na mieli na szczęście sporo dystansu tak więc pośmialiśmy się trochę. Taki dzień na wyluzowanie.

Tak. To chyba wszysko co powinniscie wiedzieć. Nauczułam się też robić w końcu równą kreskę na oku w minutę. Ubung macht den Meister jak to mówią.

Muszę podzielić się jeszcze moim zachwytem, bo naprawdę dotarło do mnie, że Emirates to prawdziwa kraina obfitości. Ta firma nie żałuje niczego i nikomu. Sama jestem czasem zaskoczona jak dbają o swoich pracowników i o pasażerów. W klasie ekonomicznej możecie liczyć na najlepsze alkohole do wyboru do koloru (od Jacka Danielsa przez Glenfiddicha po Baileysa i Cointreau), masę pysznych słodyczy, jedzenie serwowane przez najlepszych kucharzy, podobno jeden z nich ma gwiazdkę Michelin. A szampan w klasach Pierwszej i Biznes to Dom Perignon z 2008. Ten rocznik wypijecie tylko na połkadzie Emirates bo firma wykupiła cały zapas na wyłączność. Kiedy pare lat temu rozszerzyli biznes o sklep internetowy emirateshighstreet.com można było w nim kupić helikopter i łódź podwodną. A taki tam smaczek, żeby zrobić trochę szumu i mieć szeroki rozgłos w mediach, kto bogatemu zabroni;)

Poza tym, już któryś rok z rzędu wygrywają nagrody za najlepszą rozrywkę pokładową świecie. Nie dziwne bo zapewniają swoim pasażerom dostęp do ponad 2500 kanałów, tysiące filmów, audiobooków, muzyki i gier. I to nie są jakieś stare gnioty tylko filmy, które zaledwie miesiąc wcześniej miały premierę w kinie. Dodam tylko, że Disney jest ich dobrym partnerem- Gwiezdne Wojny można było oglądać już na początku lutego;D

A dodatkowo o tym, że nie żałują nikomu świadczy też fundacja Emirates, która wspomaga finansowo dzieci w biednych rejonach świata.

Poza tym Emirates dba oczywiście o swoich wspaniałych pracowników a szczególnie o to, żebyśmy się nie przepracowywali, więc mamy naprawdę duuuużo wolnego. Żebyśmy się jednak nie nudzili w tym czasie wyposażyli nas w kartę, która upoważnia nas do 50% zniżek w restauracjach, klubach, beach barach, basenach, fitness clubach, sklepach itp. Po 4 miesiącach okresu próbnego będziemy też mogli w pełni korzystać z naszych biletów za 10% regularnej ceny i w czasie dni wolnych (nie mylić z urlopem;) latać sobie w fajne miejsca. Mówię w pełni, bo teraz też możemy korzystać ze zniżek na loty ale tylko podczas oficjalnego urlopu. Tak więc od dziś tylko żyć, nie umierać!

Na moim Instargamie pojawiło się trochę zdjęć z Dubaju, napiszę o tym posta, ale dajcie mi jeszcze chwilę:) Ostatnio moja cała energia była skupiona na tym, żeby pozaliczać egzaminy na czas więc jestem trochę do tyłu jeśli chodzi o poznawanie miasta. 45 stopni w cieniu też niestety nie pomaga;)

No dobra to chyba czas zacząć odliczanie. Równo za tydzień mój supy flight- czyli lot gdzie startuję i ląduję w kokpicie i obserwuję pracę stewardess. A potem layover we Frankfurcie! Wunderbar!