Emirates

FAK, SRAK i DUDA

28 maja 2016

image

Spokojnie… to tylko wyposażenie i systemy Airbusa A380;)

  1. FAK- First Aid Kit
  2. SRAK- Supplementary Raft Accessories Kit
  3. DUDA- Direct Upper Deck Accessibility

Tak, tak… ilość części składowych, sygnalizacji świetlnych i dźwiękowych, paneli i wyposażenia jest nieskończona. A na ich nauczenie- fachowych nazw, sposobu użycia, umiejscowienia w samolocie, ilości, procedur używania, charakterystyki zaledwie kilka dni.

Najpierw trzy dni na Boeinga 777. Inżynierowie, którzy stworzyli tę maszynę mieli bujną wyobraźnię i zadbali dosłownie o wszystko. Ale Ci od Airbusa chcieli chyba za wszelka cenę byc lepsi wiec nawymyślali milion pięćset dodatkowych kontrolek, paneli, światełek i innych rzeczy o których potem, bogu ducha winni adepci lotnictwa musza sie uczuć i kuć nocami do głowy. No ale nic… To juz za mną, wiem gdzie co jest pochowane i co jak działa.

No ale trzeba przyznać, że Airbus jest naprawdę imponujący, możecie wybrać się na wycieczkę do jego wnętrza, o tutaj:

W ramach ciekawostki przyrodniczej B777 mieści około 400 pasażerów (ich ilość zależy od konfiguracji siedzień i obecności Pierwszej Klasy lub jej braku), na których ewakuację w razie zagrożenia mamy całe 60 sekund!!! Na A380 mamy aż 90 sekund z ta drobną różnicą, że pasażerów jest 600.

Ostatnio pisałam ze moim ulubionym miejscem w samolocie bedzie sypialnia dla załogi, ale po głębszej analizie muszę sie z tego wycofać. Dziś wiem, że nie ma takiej siły we wszechświecie, która mnie tam wepchnie. Najwyżej będę spać na stojąco w kuchni, ale nie położę sie w ciemnym pokoju bez okna, w którym na 8 metrach kwadratowy jest 9 łóżek jedno na drugim a wyjście awaryjne jest na podłodze pod jednym z łóżek. Wybrałam prace na niebie bo lubię duże przestrzenie;p

Trening medyczny

imageCzas tak szybko leci, że od ostatniego wpisu zdążyłam przeszkolić się na lekarza, ratownika medycznego, pielęgniarkę i położną w jednym. Muszę umieć odróżnić symptomy różnych przypadków medycznych- zawału, udaru, astmy, wstrząsu anafilaktycznego, epilepsji czy zwykłego omdlenia i wiedzieć co w każdym przypadku robić.

Wiem jak zaaplikować adrenalinkę igłą długości 10 cm, która trzeba wbić cała! Hie hie;> Nie jest to wprawdzie, wbrew wyobrażeniom, tak dramatyczna akcja jak w Pulp Fiction, no ale co poradzić, życie to nie je bajka;) Różnica jest taka, że nie wbijam nikomu igły w serce tylko w udo, co odbiera sytuacji cały dramatym. W sumie może i lepiej;p Wiem też już dokładnie gdzie nacisnąć i gdzie uderzyć, żeby uratować Was jak coś wam stanie w gardle;)

Ba, uratuje nie tylko Was, ale i wasze dzieci, o proszę, oto dowód jak potrafię się z nimi obchodzić:

image

imagePrzedstawiam Wam Krztuszącego się Karola, który asystował nam w nauce. Oto i on, Choking Charlie we własnej osobie.

imageUmiem też przeprowadzić sztuczne oddychanie i co najważniejsze…. odebrać poród! Nie pokażę Wam manekina na którym ćwiczyliśmy, bo byłam zbyt zaaferowana całą akcją, żeby robić zdjęcia;) Po raz pierwszy widziałam też poród od TEJ strony (tak, był i filmik) i trochę zbladłam przy tym. Jak zresztą cała reszta grupy, z panami na czele! Ja tam zawsze wiedziałam, że naturalny poród nie jest dla mnie.

Group Medical Training to tak naprawdę podstawy, przez duże P, biologii połączone z zajęciami z PO. O tym na czym polegają rożne choroby, ataki jak ułożyć pacjenta w pozycji bocznej ustalonej czy jak wykonać sztuczne oddychanie. Nie dowiedziałam się niczego specjalnie nowego, ale za to poznałam dużo nowego słownictwa (wysypka, pokrzywka, obrzęk, zwichnięcie, kolka nerkowa, macica, kleszcze itp;P) Trening był ciekawy, ale trochę liczyłam, że dowiem się więcej rzeczy o których nie wiedziałam. No bo do ekscytujących rzeczy nie zaliczyłabym pakowania trupa w worek:p Bogu dzięki to była akurat tylko teoria na manekinie na filmiku z YouTube.

Trochę statystyk. W zeszłym roku było 31 przypadków śmiertelnych i tylko 1 dziecko urodzone na pokladzie Emirates. Rocznie rodzi się właśnie 1-2 dzieci, a ostatnie dwa przypadki były w drodze na, lub z, Filipin. Przed lotem do Manili chyba na wszelki wypadek zrobię powtórkę materiału.

Czas wolny

A raczej odrobina czasu wolnego;) Bo po zajęciach trzeba się uczyć więc nie bardzo można gdzieś wyjść, pozostają więc w zasadzie tylko w weekendy. Jak zacznę latać i jak się trochę tutaj ochłodzi to napewno przygotuje jakiś Mini Przewodnik po Dubaju. Ale chwilowo wychodzimy z moimi nowymi znajomymi głównie, żeby coś zjeść i się napić.

imagePrzedstawiam Wam Sayakę z Japonii

imagei Reinę z Tajlandii, z którymi się zakumplowałam.

imageAzjaci są zajebiści, myślałam, że będzie między nami przepaść kulturowa ale wcale nie, można się z nimi świetnie dogadać i są strasznie pozytywnie nastawieni do świata i ludzi. Zresztą ogólnie w Dubaju ludzie raczej nie chodzą naburmuszeni od samego rana;)

W międzyczasie w odwiedziny przyjechała Ola, która pracowała w Emirates ponad 5 lat ale niestety odeszła w zeszłym roku. Oczywiście zwiedzałysmy knajpy bo o niczym innym w 40 stopniach nie było mowy. Poznałam trochę lokalnych miejscówek, napiszę o tym innym razem.

A, no i w sumie, udało nam się uskutecznić wieczorny spacer po plaży.

imageimageA propos jedzenia (jak wiecie to mój ulubiony temat) to mieszkańcy Emiratów są tak uzależnieni od słodyczy, że w ich kraju nawet Colę i Pepsi dosładza się dodatkowo. Coli Light też pakują cukier, tylko trochę mniej. W końcu zrozumiałam dlaczego jedyna Cola jaką tu kupiłam stoi otwarta w lodówce od dwóch tygodni 😉

Ostatnio zdarzyło mi się też pójść do sklepu i nie patrząc na ceny kupić papier toaletowy i dopiero po odejściu od kasy uświadomoć sobie, że za 4 rolki zapłaciłam 26 dirhamów czyli prawie 30 zł!!! Pomyślałam, może ze złota, ale niestety niczym się nie różni od zwykłego Kleenexa;p Powinnam chyba teraz każdorazowo celebrować jego użycie.

Zdarzają się tu różne niespodzianki na każdym kroku, napiszę Wam w innym poście trochę ciekawostek z tego kraju. Generalnie mieszkając tutaj można się strasznie rozleniwić bo nie dość, że firma myśli o wszystkim za nas- płacą rachunki, zakładają konto w banku, budzą na layoverach, żebyśmy nie zaspali na lot, to jeszcze wszystkie usługi w Dubaju są na dowóz, więc jak potrzebuję mleko do kawy albo butelkę wody to zamawiam je przez aplikację w telefonie i po 15 minutach mam je pod drzwiami.

Jak skończę trening to dostanę kartę która upoważni mnie do zniżek we wielu resortach i hotelach w Dubaju, i będę mogła wreszcie wylegiwać się na plaży i nad basenem i popijać egzotyczne drinki nie bankrutując przy tym. Póki co, większość czasu spędzam na nauce- Dubaj, mam nadzieję, nie ucieknie.

Emirates w liczbach

Na zakończenie dzisiejszego posta dwa słowa o moim nowym żywicielu.

  1. Oficjalna data powstania to 25 października 1985, kiedy to, o godzinie 11:45 wystartował pierwszy samolot z Dubaju do Karachi w Pakistanie. Mniej więcej rok przed moim przyjściem na świat.
  2. W 1986 otworzyli kolejne 4 połączenia- z Jordanią (Amman), Sri Lanką (Colombo), Bangladeszem (Dhaka) i Egiptem (Kair).
  3. Do dziś, czyli 30 lat później, jest już ponad 150 destynacji w ich siatce połączeń.
  4. Od dnia założenia, co roku linia odnotowuje co najmniej 20% wzrosty w stosunku do roku poprzedniego!
  5. W całej swojej historii tylko w jednym roku (dokładnie drugim od początku działalności) odnotowali stratę finansową. Pozostałe 30 lat co roku firma przynosiła tylko zyski!
  6. Emirates ma jedną z najmłodszych i najnowocześniejszych flot. Najstarszy samolot ma 4 lata, a potem zostaje najczęściej kupiony przez inne linie.
  7. Pracownicy Emirates pochodzą ze 164 krajów świata, postanowiłam więc dobrze wykorzystać pobyt tutaj i podszkolić się językowo, nie tylko w angielskim.

A teraz się żegnam i idę malować paznokcie, bo jutro Image&Uniform Day więc muszę być odpicowana, że hej!