Emirates

Początek wakacji na pełen etat

6 maja 2016

Nawet nie wiem kiedy, ale minęły właśnie równe dwa tygodnie od kiedy stałam się pełnoprawną mieszkanką dubajskiej pustyni. Mówiąc pełnoprawną mam na myśli to, że wbili mi do paszportu pieczątkę rezydenta i dali kartę upoważniającą do swobodnego szwendania się po siedzibie głównej Emirates o każdej porze dnia i nocy. Przez te dwa tygodnie tyle się działo, że ledwo miałam czas na sen i spałam po zaledwie kilka godzin na dobę a dzień z nocą już dawno mi się pomyliły. W sumie to czuję się trochę jak zawieszona w czasoprzestrzeni. Tak więc dziś jest piątek, w krajach arabskich zaczął się weekend. Dziś nikt nic ode mnie nie chce, a że po wczorajszych zajęciach spałam 15 godzin, więc wypoczęłam wystarczająco, żeby w końcu móc się do was odezwać.

Dzień pierwszy

imageZacznę do początku. Na lotnisku w Dubaju okazało się, że razem ze mną, jest nas z Polski trójka. Ewa i Piotrek, jak sie okazało sąsiad z Gocławia. Czasem trzeba jechać aż do Dubaju, aby poznać sąsiada mieszkającego dwa bloki dalej. Wszyscy jesteśmy w tym samym wieku co pozwoliło mi odetchnąć- nie jestem aż taka stara;) Rzucanie stabilnej pracy to po prostu nowy trend;)

Ekipa powitalna, powsadzała nas w taksówki i odesłała do naszych nowych „domów”. Pierwsze co zobaczyłam na drzwiach mojego nowego apartamentu to wielka tabliczka z napisem „WELCOME” a potem list powitalny na drzwiach pokoju. Oto on:

imageByło po północy ale i tak dziewczyny przyszły się przywitać, co było bardzo miłe. Po kilku zdaniach od razu wiedziałam, że się dogadamy.

No a potem się obudziłam… Wyglądam za okno, a tam… pustynia.

Patrzę w dół, niby jest basen, ale jakiś pusty. Ten widok mnie przeraził, nie będę ukrywać. Pierwszego dnia przeraził mnie tylko widok, w kolejnych dniach zrozumiałam, że chyba musiała zajść jakaś bardzo niefortunna pomyłka…;p

Ten dzień mieliśmy wolny więc mogłam go spędzić z moimi współlokatorkami, zrobić zakupy, rozpakować się i przygotować na to co miało zacząć się jutro. Jeśli myślicie, że moim sposobem, pierwsze co zrobiłam to pojechałam do centrum zwiedzać albo opalać się na plaży, to niestety muszę wyprowadzić Was z błędu- ja naprawdę mieszkam na pustyni i już po pierwszym dniu wiem, że bez samochodu się nie obędzie;) Jestem zła, ale z drugiej strony do miasta prowadzi wielka sześciopasmowa autostrada więc przynajmniej będę mogła sobie przycisnąć pedał gazu;D Staram się, jak widzicie, szukać pozytywów. Poza sześciopasmówką, mam super lokatorki, o których później, mieszkam na 7 piętrze, skąd mam w miarę nienajgorszy widok w stronę miasta, inni zaglądają sobie tylko w zęby, i o ile obudzę się o odpowiedniej porze, to wstaję przy pięknym wschodzie słońca.

Emirates wita

imagePierwsze kilka dni to sprawy organizacyjne. Wizyta w siedzibie głównej Emirates, gdzie mieliśmy spotkania z tysiącem ludzi, każdy od czego innego. Przywitała nas szefowa wszyskich szefów i poinformowała, że Emirates wydało w zeszłym roku 120 milionów dolarów na przeprowadzane na całym świecie rekrutacje i spośród prawie dwustu tysięcy chętnych wybrali pięć tysięcy szczęśliwców, czyli 2,5%, co oznacza ze jestemy tak genialni za aż strach:p Nie ukrywam, że moje ego urosło;p

Poza nawijaniem nam makaronu na uszy dostaliśmy też trochę informacji praktycznych o tym co wolno, a czego nie wolno w Dubaju (np. nie wolno jeść w miejscach publicznych w czasie Ramadanu, ale za to wolno do woli leżeć na plaży w bikini i nikt z tym nie ma problemu;), o tym jak zmienić miejsce zamieszkania jeśli nam nie pasuje (tutaj słuchałam baaaaardzo uważnie). Poza tym podpisywanie tony papierów, doręczanie tony dokumentów i badania medyczne sprawdzające nasza zdolność do podjęcia tej pracy. Badania to taki bilans dwudziestodziewięciolatka :p Zważyli, zmierzyli, prześwietlili i pobrali krew, żeby sprawdzić czy aby nie mamy gruźlicy, HIV, kiły;p I wcale nie żartuję, naprawdę to sprawdzają, nie mam pojęcia po co? Dwa dni wyglądają tak, że wszyscy snują się jak cienie, zapoznają się ze sobą i powoli przełamują lody. W dodatku póki co, nikt nie ma połączenia z wi-fi więc chcąc nie chcąc, jesteśmy na siebie skazani;D Ale poznaje ludzi ze wszystkich krajów świata i jest to bardzo ciekawe doświadczenie.

imageWszyscy trzęsą portkami ze szkolenie jest podobno bardzo ciężkie i wyczerpujące. Jak jest naprawdę, okaże sie niebawem i na pewno dam znac. A jak nie bede sie długo odzywać to znaczy, że to była prawda.

Te pierwsze dwa, trzy dni były generalnie ciężkie, bo nagle zdałam sobie sprawę, że podjęłam decyzję której cofnięcie może być, przynajmniej na tą chwilę, trudne. Mimo, że spełnia się właśnie moje marzenie to jednak jestem zupełnie sama w obcym kraju, o obcej kulturze, i w dodatku ulokowali mnie na pustyni. Zawsze miałam przy sobie bliskich, bo moje jedyne przeprowadzki to przeprowadzka z Żoliborza do Centrum (czyli 4 stacje metra) a potem z Centrum na Gocław (6 przystanków autobusowych). Tak więc czuję się trochę jakbym nagle zamieszkała w Grójcu (nie mam nic do Grójca, poza tym, że wydaje się być daleko;p) i jakby zabrali mi samochód. Wywołuje to we mnie ogromną frustrację, bo zawsze byłam mobilna i wolna, ale pocieszam się faktem, że to tylko do czasu jak zacznę latać czyli jeszcze 6 tygodni. Potem będę podróżować po świecie i mieszkać w pięknych i dobrze skomunikowanych z atrakcjami i z cywilizacją hotelach. Powtarzam więc sobie, że te dwa miesiące niedogodności są tego warte. Na tym dość narzekania.

Emirates Aviation College

image Kolejne dni jesteśmy już w szkole. Emirates Aviation Collage. Jak zobaczyłam na żywo te wszystkie symulatory to zrobiłam wielkie wooow;)

imageNa początku było trochę zajęć integracyjno- zapoznawczych. Historia najnowsza Zjednoczonych Emiratów Arabskich, historia firmy, wizja i misja Emirates, plany rozwoju, o tym jaką siłę mają social media i żeby jej nie wykorzystywać w sposób psujący wizerunek linii, o tym jak być dobrymi ambasadorami marki itp. Opowiem o tym w kolejnych postach bo można by pisać bez końca.

W te pierwsze dni tyle sie dzieje, że ciężko nawet do domu zadzwonić. Brakuje czasu ale poza czasem brakuje też i wi-fi, bo Emirates płaci nam za wszystko poza internetem. Tak więc z nikim prawie nie miałam kontaktu, nikomu nie odpisywałam na wiadomości. Ale już mam wifi w pokoju i emiracki telefon z naładowaną kartą więc obiecuję poprawę.

Początek treningu, czyli oczekiwania a rzeczywistość

IMG_9835Myślałam, że jak przyjadę do Dubaju to będę się smażyć na plaży, pić drinki a trening będzie tylko miłym dodatkiem. A oto po dwóch tygodniach, nadal jestem blada jak ściana, światło dzienne widzę tylko jak wyjrzę przez okno, dzień z nocą już dawno mi się pomyliły, dni tygodnia zresztą też, a moje życie ograniczyło się do szkoły, pracy domowej i spania. Hehe… no jednak początek treningu jest rzeczywiście dość wyczerpujący. Ale nic tam, to czego się uczymy jest bardzo ciekawe a zajęcia są super prowadzone. Ćwiczymy w symulatorach, które udają prawdziwe samoloty więc np. jak szybko zniżamy wysokość lotu z powodu dekompresji, to mamy zabawę w roller-coastera. Tak więc rozrywki jakieś też są;) Naprawdę trening jest niesamowitym doświadczeniem, zobaczcie sobie zresztą na youtubie jak to wygląda:

Trafiłam do grupy, która zajęcia zaczyna o godzinie…. uwaga, uwaga…. 5:30 rano!! Taaaak, wprost idealnie dla takiego śpiocha jak ja. Tak więc… uczę się punktualności.

Punktualność i „perfect grooming” IMG_0667

Ci co mnie znają, to nie myślcie sobie- dobrze wiem, że się tam śmiejecie pod nosem;p Ale to jednak prawda! Punktualność to jedna z najważniejszych wymagań w tym zawodzie. Taka punktualna jak tutaj, nie byłam nigdy i to w dodatku muszę być gotowa w nieludzkich wprost godzinach, bo wprawdzie trening zaczynamy o 5.30 ale bus spod „domu” zabiera nas o 4:35! i jest tylko jeden, wiec kto się spóźni nie jedzie. No i nie mogę obudzić się, przemyć twarzy wodą i iść z odbitą jeszcze na twarzy poduszką. Muszę wyglądać jak na porządną stewardessę przystało- pełen make-up. Do tej pory mój pełen make-up to był puder i tusz do rzęs. Ale w Emirates pełen make-up oznacza: puder, róż, eye-liner albo cień, tusz do rzęs, kredka do brwi i najważniejsze- czerwona szminka! No i czerwone paznokcie. A włosy muszą być upięte w misterny kok. Tak więc potrzebuję na to nieco więcej czasu niż dotychczas, szczególnie, że nie umiem zrobić równej kreski na oku w 2 minuty;p Ale w sumie to jestem zadowolona, bo w końcu jest szansa, że przestanę się wszędzie spóźniać.

Polak- Węgier dwa bratanki

Jeszcze słowo o moich współlokatorkach. Rożnie można trafić- niektórzy narzekają na ludzi z którymi przyszło im mieszkać. Jednych współlokatorzy są za cisi, innych za głośni, inni bałaganią, z innymi po prostu nie znajdują wspólnego języka. A ja w tej kwestii jestem mega szczęściarą! Mieszkam z Koreanką Songmi  i Węgierką Fanni. Polubiłam je od razu, a Fanni pokochałam kiedy po raz pierwszy otworzyła buzie:) Bo, mimo że to co napiszę może wydać wam sie niemożliwe…. Fanni gada więcej ode mnie:D Tak, tak to nie żart i w dodatku mamy dużo podobnych tematów. Fanni też jest w rozłące ze swoim węgierskim chłopakiem, mieszkała w Budapeszcie a wcześniej pracowała w… Viacom’ie (mediowcy wiedzą, a nie mediowcy pewnie się domyślają, że to moja branża;) Trochę nas więc łączy i myślę, że będziemy się tutaj dobrze bawić.

Jej mam jeszcze tyle do opowiedzenia, że głowa mała. Jutro postaram się coś napisać o mojej grupie i o zajęciach. Wyślę Wam kilka zdjęć z plaży, Burj-Khalifa, z meczetu, bo i tam nas zaniosło. A jak się nie uda to pewnie dopiero w następny piątek bo w tygodniu pewnie znów nie będzie na nic czasu:( Teraz czas się zabrać za pracę domową, żeby może wieczorem wyjść chociaż na jakiegoś drinka. Np. takiego jak miałam ostatnio;D

IMG_0754Buziaki z jeszcze niezeksplorowanego Dubaju;)