Azja, Tajlandia

Mini przewodnik po Bangkoku

22 października 2015

IMG_2859Krótki przewodnik po miejscach, których nie można pominąć, nawet w czasie bardzo krótkiej wizyty w stolicy dawnego Syjamu.

Żebyście nie padli z nudów, to po tym wpisie, obiecuję chwilową przerwę w relacji z Tajlandii i przeniesienie się do innego kraju. Ale póki co, pokażę Wam kilka miejsc, które koniecznie musicie odwiedzić będąc w Bangkoku.

Zacznę od tego, że miasto jest naprawdę olbrzymie. Jeśli więc, patrząc na poniższą mapę, będzie Wam się wydawało, że przejdziecie pieszo, między jednym a drugim punktem zwiedzania, wasze zdziwienie może być tak samo duże jak i odległości. Pamiętajcie więc o tuk-tukach i taksówkach, o których pisałam ostatnio w Tajlandii dla początkujących.

No to zaczynamy.

1. Khaosan Road

Ta ulica to chyba pierwsze miejsce, do którego udaje się większość turystów odwiedzających Bangkok.

Jest specyficzna. Bo ani ona piękna, ani klimatyczna a i tak każdego tutaj ciągnie.

Nie inaczej było i ze mną. I uważam, że w rzeczywistości jest to miejsce jedyne w swoim rodzaju. W dzień przypomina bazar a nocą zmienia się w ulicę rozpusty. Jeśli chodzi o to, co dzieje się tutaj w nocy, to nawet sławne Burbon Street w Nowym Orleanie się nie umywa.

(L-r) BRADLEY COOPER as Phil, ZACH GALIFIANAKIS as Alan and ED HELMS as Stu in Warner Bros. Pictures’ and Legendary Pictures’ comedy “THE HANGOVER PART II,” a Warner Bros. Pictures release.

Kac Vegas w Bangkoku

Nie ma się więc co dziwić chłopakom z Kac Vegas, że Bangkok ich “wciągnął”. W istocie wydaje mi się, że tutaj wszystko jest możliwe, łącznie z obudzeniem się rano z tatuażem na twarzy. Dlatego chyba lepiej nie tracić kontroli w Bangkoku, a jeżeli odczuwa się silną potrzebę zabalowania bez granic, to mimo wszystko, lepiej jest wybrać inne miejsce.

Za dnia można trafić na bardziej lokalne akcenty jak na przykład dziewczynki w strojach… hmmm… ludowych?;]

Historia Khaosan nie jest ani długa, ani skomplikowana. Początkowo było to zwykłe targowisko, gdzie handlowano ryżem (stąd wzięła się nazwa- Khao- od ryżu San- od handlu). W miarę rozwoju turystyki w Tajlandii, ulica ta stała się ulubioną destynacją backpackers’ów szukających tanich noclegów. Na przestrzeni lat powyrastało tu więc wiele guesthouse’ów, a następnie hosteli i hoteli, a ulica przekształciła się w centralną bazę noclegową dla turystów z całego świata.

Obecnie, nocleg na Khaosan jest po prostu atrakcją samą w sobie! Dziś kierują się tu więc wszyscy, niezależnie od tego czy są backpackersami czy zamożnymi turystami.

Już nikt tu nie handluje ryżem, chociaż handel uliczny nadal jest obecny i to na dużą skalę. Królują ubrania i biżuteria. Można między innymi kupić bluzki które prezentujemy na poniższym zdjęciu;)IMG_9049

Jeśli chodzi o moje doświadczenia z Khaosan, mogę z ręką na sercu polecić wam hotel Buddy Lodge. Jest czysty, a obsługa pomocna. Pamiętajcie, żeby w miarę możliwości, prosić o pokój z oknami na drugą stronę niż Khaosan (i tak w nocy będzie głośno, ale przynajmniej w mniejszym stopniu). Link tutaj.

2. Wat Po

Wat Po to kompleks świątynny na terenie którego, znajduje się chyba najpopularniejszy posąg Buddy, a mianowicie Odpoczywajacy Budda. Jedni twierdzą, że Budda odpoczywa, inni- że przechodzi w stan nirwany. Niezależnie od tego jak jest, Budda po prostu sobie leży, a jego posąg robi niesamowite wrażenie, gdyż ma 15 metrów wysokości i 45 długości i cały jest pokryty złotem. Dodatkowo, jak każdy leżący Budda, ma totalne płaskostopie i wszystkie palce u nóg jednej dlugosci;) Stopy od wewnętrznej strony są wyłożone masą perłową. A przedstawione są na nich różne symbole, po których można poznać człowieka oświeconego. Wygląda to ciekawie.

Aby wejść do świątyni, w której znajduje się posąg, trzeba zdjąć buty. Dobrze jest mieć ze sobą jakąś cienką chustę, którą można się przykryć bo inaczej dostanie się nie pierwszej świeżości szmatę do zakrycia obnażonych części ciała.

Wstęp: 100 Bahtów- ok. 13 zł

A teraz…. Leżący Budda…. ta daaam….

W całej okazałości:

Stopy Buddy od przodu:

… i od spodu:

Rzadko gdzie można trafić na zdjęcie Leżącego Buddy z tej strony strony. Tak więc w ramach ciekawostki załączam i Buddę od tyłu:

3. Wat Arun

Flickr, fot: Michał KonkołowiczWat Arun- nazywana także Świątynią Świtu bądź Jutrzenki. Została wzniesiona na cześć hinduskiego bóstwa świtu. Podobno najlepiej prezentuje się bladym świtam (pewnie za sprawą boga- patrona;) i mimo, iż nie było mi dane tego sprawdzić, jestem skłonna w to uwierzyć, patrząc na powyższe zdjęcie (niestety, nie mojego autorstwa- to fotografia znaleziona na Flickr (Michał Konkołowicz).

W trakcie mojego pobutu w Bangkoku, w Wat Arun trwały akurat prace remontowe i cała świątynia zasłonięta była rusztowaniami. Mogę więc jedynie podzielić się z Wami obrazami tego, co znajdowało się na terenie świątyni- a mianowicie przedziwne stwory i buddyjskie bożki.
Wizytę w Wat Arun warto jest połączyć z wcześniejszym zwiedzaniem Wat Po, gdyż miejsca te dzieli bardzo niewielka odległość. Opuszczając mury Wat Po wystarczy pokonać ok. 200 metrów na południowy zachód- w stronę rzeki Menam, przejść przez lokalny bazar (przy okazji kosztując co nieco, polecam- vegetable rollsy;)  i przeprawić się przez rzekę, na pokładzie jednego z pływających wahadłowo, co kilka minut promów. Przeprawa przez rzekę do najdroższych nie należy- jej koszt to całe 30 groszy.
Wstęp do Wat Arun: xx Baht – ok. xx zł

4. Golden Mount

Zdecydowanie rzadziej odwiedzaną przez turystów świątynią jest Golden Mount. Niektóre przewodniki turystyczne ją pomijają, a to błąd, gdyż jest ona równie piękna, nie zajechana przez turystów, a ponadto roztacza się stąd piękny widok na miasto. Świątynia Wat Saket (tak brzmi po tajsku) to jedna z najstarszych świątyń tego miasta (z czasów jak Bangkok jeszcze nie był stolicą, a dokładniej z połowy XIX wieku).
Wstęp: 20 Bahtów- ok 2,3 zł

Ciekawostki:

 “Złota góra” nie jest prawdziwa górą tylko została sztucznie usypana, wiec taka tam z niej złota gora;)

–  Pierwotna nazwa tego kompleksu świątynnego brzmiała “świątynia mycia włosów” co brzmiało dokładnie Wat Srakesa Rajavaramahaviharn. Dopiero po jakimś czasie światynia zyskała status królewski i została przemianowana na obecna nazwę czyli War Sraket. Rzeczywiście, Sraket brzmi iście po królewsku.

5. Wielki Pałac Rodziny KrólewskiejIMG_9850

Skoro jesteśmy przy rodzinie królewskiej, to zacznę od dygresji i w tym miejscu umieszczę słowo o obecnej sytuacji politycznej, ponieważ ostatnimi czasy trochę się ona pokomplikowała.

Sytuacja polityczna

Od 1946 królem jest Rama IX. Jest on uwielbiany przez swoich rodaków, i bardzo ceniony w świecie, jako ten, który doprowadził do demokratyzacji Tajlandii, w której wcześniej panowały autorytarne rządy wojskowe. Pierwsze demokratyczne wybory miały miejsce w 1992, ale niestety w 2014, w maju, miał miejsce zamach stanu i demokratycznie wybrany premier został odsuniety od władzy, a jego miejse zajęła junta wojskowa. Od maja 2014 roku, czyli od owego zamachu stanu, do kwietnia 2015, obowiązywał tutaj Stan Wojenny. Tak, też mnie to zdziwiło, szczególnie, że byłam w Tajlandii w marcu i dowiedziałam się o tym fakcie dopiero po powrocie, a będąc na miejscu, nic nie wskazywało na to, żeby coś było nie tak. Od kwietnia w każdym razie, rząd zniósł Stan Wojenny, niby więc wszystko jest w miarę porządku, ale jednak nie do końca, bo z tymi demokratycznymi rządami nadal jest na bakier.

 

Co do króla, to jeszcze ciekawostka- jest jednym z najbogatszych polityków i monarchów świata, a jego majątek szacuje się na ok 30 mld $. Tak więc, źle nie jest.

Zwiedzanie

Wracając jednak do zwiedzania. Wielki Pałac Rodziny Królewskiej w rzeczywistości nie jest siedzibą Rodziny Królewskiej. Był nią do 1946 roku, a obecnie odbywają się tutaj jedynie uroczystości państwowe i przyjmowani są ważni goście. Cały kompleks składa się nie tylko z części świeckiej, ale też religijnej, do której, poza turystami, przyjeżdżają liczni pielgrzymi.

Część świecka to między innymi Muzeum Insygniów Królewskich (nuuuda!) i Muzeum Tekstyliów Królowej (nie nuda). To drugie jest ciekawe, bo widzicie w gablotach okropne stroje, które wyglądają jak wyciągnięte ze starego teatru, i zastanawiacie się, jak królowa mogła coś takiego na siebie założyć. A potem, na multimedialnym ekranie, pokazane są zdjęcia królowej w owych szatach i nagle opada Wam szczęka. Bo okazuje się, że prezentuje się w nich ona znakomicie. Swoją drogą jest całkiem ładną kobietą. A potem znów patrzycie do gabloty i nie możecie się nadziwić. Poza tym, stroje te, wykonane są z jakichś potwornie grubych tkanin, więc aż żal tej biednej kobiety, że w takim zabójczym klimacie musi występować w czymś takim.IMG_0009Najważniejszą atrakcją części religijnej  jest świątynia z posągiem Szmaragdowego Buddy- najcenniejszym, pod względem duchowym, posagiem Buddy w Tajlandii. Można powiedzieć, że to sanktuarium, to taka tajska Jasna Góra. Mnichów i pielgrzymów jest więc sporo. A sam Szmaragdowy? No cóż… okazuje się, że rozmiar ma znaczenie, bo maleńki, 75 centymetrowy Budda, wprawia z stan rozczarowania. Jest mały i wcale nie robi takiego wrażenia, jak by się tego oczekiwało.

Szmaragdowy w skrócie:
Wcale nie jest szmaragdowy, bo jest wykonany z jadeitu, a nie ze szmaragdu.
Mierzy zaledwie 75 cm, ale za to ma niezłą obstawę, bo strzegą go 6 metrowe demony (figura na zdjęciu poniżej). Te demony to urzeczywistnienie bohaterów tajskiego eposu narodowego Ramakien.
– Szmaragdowy lubi się stroić. Ma trzy różne odzienia, przeznaczone na inne okazje. Osobą, która go przebiera, jest sam Król, a dokonuje tego podczas specjalnej uroczystości. I tak:

  • Latem Budda ma tylko koronę i jest owinięty sznurem z klejnotów
  • W zimie narzuca ciężki, złoty płaszcz. Okutany, jakby jechał na Syberię- no w końcu zima w Tajlandii to nie przelewki- momentami dochodzi nawet do 25 stopni Celsjusza w cieniu. Brrr!
  • A w porze deszczowej ma szatę jak noszą buddyjscy mnisi

Posąg został znaleziony na początku XV wieku, na północy kraju, ale jego wcześniejsze losy nie są nikomu znane.

the_emerald_buddha_costumes

IMG_9873Praktyczne rady:

Aby obejść wszystkie zakamarki tego olbrzymiego kompleksu, warto przeznaczyć na to co najmniej pół dnia. I lepiej nie planować wizyty na drugą połowę, ponieważ teren zamykają o godzinie 15:30. W porównaniu z cenami innych obiektów w Bangkoku cena jest wysoka- wynosi ok 15$ (ok 55 zł).

Ubierzcie się tak, żeby nie emanować za bardzo gołymi częściami ciała. Nie trzeba przesadzać- wystarczy t-shirt i długie spodnie, sukienka bądź chusta. Polecam to ostatnie, gdyż w każdej chwili, jak nikt nie patrzy, można ją na chwilę zdjąć aby choć przez moment się ochłodzić;). Jeśli chodzi o buty to ja weszłam w sandałach ale być może miałam po prostu tego dnia szczęście.

6. China Town

Jeśli mam być szczera, to dzielnica chińska, jak każda inna na świecie. Na zdjęciu nawet udało mi się ją ładnie uchwycić, ale w rzeczywistości, to ulica nie różniąca się praktycznie niczym od Khaosan. No ok- różnica polega na tym, że więcej tu Chińczyków niż Tajów. Jeśli macie czas, to przyjdzcie tutaj, ale jeśli nie, to aż tak wiele nie tracicie. To właśnie tutaj spotkałam swojego pierwszego karalucha;D

7. Baiyoke Sky HotelIMG_9071

Bangkok nie słynie z pięknych panoram, tak jak na przykład Hongkong czy Szanghaj. Nie ma też zbyt dużej ilości punktów widokowych. Zasadniczo, nie ma może czego żałować, bo w dzień miasto nie prezentuje się jakoś szczególnie pięknie. Spojrzenie z Golden Mount jak najbardziej będzie wystarczające. Ale nocą, jak to nocą, wszystko się świeci i jest naprawdę ładnie. Patrząc z góry, widać jak na dłoni, ogrom tej metropolii.

Bardzo dobrym punktem widokowym jest taras na 88 piętrze hotelu Baiyoke Sky. Wstęp na taras kosztuje ok 35 złotych. I tutaj cenna uwaga: w tej cenie oprócz wjazdu windą na samą górę (z trzema przesiadkami i staniem w kolejkach;p) macie jeszcze free drinka. O tego ostatniego musicie się sami upomnieć w barze, który, dla utrudnienia, jest dobrze ukryty, aby za dużo osób do niego nie dotarło. To sprytne, ale nie z nami te numery. Dla ułatwienia powiem Wam, że bar mieści się na 83 piętrze, na prawo od windy. Mało kto tu dociera, więc nie ma tu tłoku i jest gdzie usiąść, aby w spokoju wypić orzeźwiającą pinacoladę i poprzyglądać się z góry nocnemu Bangkokowi. Jednocześnie zakosztujecie tej bardziej eleganckiej części miasta.

Inną, ciekawą alternatywą jest nocleg w tym miejscu. Polecam Wam sprawdzić ofertę hotelu na bookingu (link). Sprawdzałam ostatnio i nocleg dla jednej osoby kosztował 150 złotych. Jak na Tajlandię to może i nie najniższa cena, ale gdybyście chcieli wynająć pokój w hotelu z takim widokiem w innym wielkim mieście, np. w Nowym Jorku, to obawiam się, że byłaby co najmniej pięciokrotnie wyższa. Ja oczywiście zrobiłam to rychło w czas, ale Wy wciąż macie szanse.IMG_9104

8. Big BuddhaIMG_9118

Oto i on! To brzydactwo, to będący w ofercie każdego tuk-tukarza, Big Buddha. Jest to okropny, kiczowaty, wielki posąg. W sumie, to nawet nie wiem czy to jest posąg, czy przypadkiem ten Budda nie jest wykonany z jakiegoś taniego plastiku. Wokół Big Buddy odbywa się festyn, gra muzyka jak w wesołym miasteczku, a handlarze oczywiście próbują Wam wcisnąć wszystko co się da. Tuk-tukarze przywożą tu biednych, nieświadomych turystów, bo pewnie mają ugadane prowizje z handlarzami tym całym badziewiem.  A zresztą, spójrzcie na zdjęcie… Cały ten stragan, razem z jego główną atrakcją, są nawet trochę zabawne ale jednak nie do końca mnie to wszystko przekonuje. Jeśli będziecie za długo w Bangkoku, to w ramach zabicia czasu można tu wpaść, w przeciwnym razie jednak- odradzam.

Orientacja w terenie

I kolejna mapa. Pamiętajcie, że odległości na niej są naprawdę spore;)

Umieściłam tutaj dwa międzynarodowe lotniska i Dworzec Główny. Nie pokazuję stacji metra, ani żadnych strategicznych przystanków autobusowych, ponieważ w tym mieście wystarczy złapać tuk-tuka, aby tanio przetransportować się z miejsca w miejsce. Kiedyś tu wrócę, sprawdzę jak się podróżuje komunikacją miejską i uzupełnię wpis o te informacje.

Strategiczne są dwa lotniska- dojazd do centrum miasta, czyli na Khaosan, z każdego z nich, ma stałą cenę 500 Bahtów, czyli ok 55 zł. Negocjując macie szansę ugrać ok. 100 Bahtów. Na więcej nie ma co liczyć. Najlepiej brać taksówkę lotniskową, a chcąc dojechać na lotnisko z miasta, poprosić recepcjonistę z hotelu aby Wam zamówił kierowcę.

Z dworca kolejowego możecie dotrzeć do wielu okolicznych miast. Między innymi do dawnej stolicy- Ayutthaya czy miasta Kanchanaburi. Rozkłady jazdy dostępne są tutaj.

 

Ufff…. ile się nagadałam:) Udało mi się chyba napisać o tym, co najważniejsze. Jeżeli macie jakieś pytania albo uważacie, że o czymś zapomniałam lub pominęłam to piszcie i komentujcie. Jeżeli coś się pozmieniało, np. ceny to dawajcie znać- będę aktualizować. Na pewno przyda się innym podróżnikom.